VI Beskidzkie Dyktando

Już po raz szósty blisko trzysta osób zmierzyło się 31 maja w Bielsku-Białej z tekstem  Beskidzkiego Dyktanda, jakie zorganizowała Akademia Techniczno-Humanistyczna w ramach XIX Beskidzkiego Festiwalu Nauki i Sztuki. Pisano je w Auditorium Maximum na terenie akademii. Treść przygotowała dr Ewelina Gajewska z Katedry Polonistyki ATH Uczestnicy rywalizowali o Pióro Prezydenta Miasta Bielska-Białej i tytuł Beskidzkiego Mistrza Ortografii w czterech kategoriach: Młodziki (uczniowie klas 7 i 8 oraz III gimnazjów), Junior (uczniowie szkół średnich), Open (wszyscy uczestnicy) oraz VIP (osoby imiennie zaproszone przez organizatorów).

Celem konkursu było promowanie umiejętności stosowania zasad ortograficznych języka polskiego oraz doskonalenie poprawności pisowni ortograficznej. Uczestnicy mieli możliwość sprawdzenia, w jakim stopniu opanowali zasady ortograficzne

Dyktando pisali uczniowie, mieszkańcy Bielska-Białej, radni, samorządowcy, przedstawiciele straży miejskiej, świata kultury i sportu. Tekst dyktanda czytał prof. Jerzy Bralczyk, który objął także patronat nad wydarzeniem.

Uczestnicy konkursu mieli okazję nie tylko pisać pod dyktando prof. Bralczyka, ale także wziąć udział w rozmowie, którą z gościem Dyktanda poprowadziła prof. dr hab. Anna Węgrzyniak. Rozmowa toczyła się wokół zagadnień związanych z językiem, zwłaszcza jego funkcji społecznej.

Naszą szkołę reprezentowali: Mikołaj Honkisz, Jan Grzybek oraz Bartosz Chmiel
Tekst dyktanda:

Będąc gościem w Beskidach, u podnóża Pilska, student etnografii z Kędzierzyna-Koźla zbiera materiały do pracy na temat zwyczajów świątecznych tutejszych górali.

Skarbcem wiedzy stanie się dlań Hela Pawlusowa, ciągle żwawa prababcia, choć słabowidząca. Dużo wie i pamięta, a nie mniej ma też zapisane – w spadku po wuju dostała notatki na kartkach postrzępionych, lecz wciąż lśniąco białych.

Student dowie się zatem, co to połaźnica: niegdyś drzewko świąteczne wieszane pod stropem (nawet nie najładniejsze doczeka Trzech Króli). Będzie umiał rozpoznać jukacy żywieckich w maskach z kawałka baraniego runa i czapkach w formie stożka z kulistym pomponem. Zwyczaj przetrwał do dzisiaj – czasem już w sylwestra (częściej po północy) przy trzasku batów składają życzenia, by w nowym roku nie zabrakło szczęścia, a w spiżarniach na co dzień pełno było jadła.

Góralskie zapusty to także sezon przebierańców – diabłów w kruczoczarnych, długich pelerynach, z różkami w kształcie zgrabnych półksiężyców (krwistoczerwonych, rzadziej rdzawozłotych). Najbardziej aktywni od tłustego czwartku – z krzykiem i hałasem odwiedzali domy, licząc na parę groszy i miniprzekąskę.

W śmigus-dyngus, zwany gdzieniegdzie śmigorzem, panny były nie tylko polewane wodą, ale i chłostane gałązką jałowca, by zmyć ślady zimowej chandry i apatii.

Cóż by dodać? Hela ma w zanadrzu więcej opowieści, niekoniecznie o świętach i dawnych zwyczajach. Wokół nie brak wszak legend, anegdot i gawęd – pół fantastycznych, pół realistycznych historyjek o bandach lokalnych zbójników, co hasali po zboczach sławnej góry Grojec. Mógłby to być temat na kolejną pracę?

Link do zdjęć:

http://bielskobiala.naszemiasto.pl/artykul/zdjecia/szoste-beskidzkie-dyktando-2019-w-bielsku-bialej-jukace-i,5145549,artgal,t,id,tm.html

 

Sylwia Strycharska